2009-05-25

Osowa - Sopot - Jelitkowo - Oliwa - Owczarnia

W ostatnią niedzielę pogoda wreszcie dopisała. Wybrałem się więc z żoną na małą wyprawę na rybkę do Sopotu. O dziwo, to był jej pomysł, by do Sopotu wybrać się na rowerkach. No to pojechaliśmy.

mapa pochodzi z http://geoportal.gov.pl




W nawiasach podane są punkty zaznaczone na mapie.




Wycieczkę zaczęliśmy spod Centrum Handlowego "Osowa" (S), gdzie musieliśmy zaopatrzyć się w kilka artykułów medycznych. Ruszyliśmy chodnikiem wzdłuż jezdni prowadzącej do ul. Spacerowej (1). Na światłach skierowaliśmy się w prawo i ul. Spacerową zjechaliśmy kawałek do najbliższego skrzyżowania, na którym skręciliśmy w lewo (2).
Drogę tę można skrócić przechodząc na światłach na drugą stronę ulicy i kierując się leśną ścieżką za przystankiem autobusowym (na mapie oznaczone kropkowaną linią).
Na ul. Spacerowej trzeba zachować szczególną ostrożność z powodu gęstego ruchu samochodowego (praktycznie o każdej porze dnia). Asfaltową drogą (już o znacznie mniejszym natężeniu ruchu; zdjęcie poniżej) wspinaliśmy się spory kawałek pod górkę (nie była jakaś mordercza, więc spokojnym tempem da radę wjechać). Ścieżka ta prowadzi do leśniczówki Gołębiewo ale my zmienimy kierunek i skręcimy w najbliższą asfaltową drogę w prawo (3). Przed skrzyżowaniem mieliśmy szczęście zobaczyć biegające wiewiórki, a ja miałem jeszcze większe szczęście by jedną z nich sfotografować.

Od tego miejsca czeka nas właściwie jednostajny szybki zjazd asfaltową drogą aż do samego Sopotu. Niestety (dla rowerzystów) część drogi jest udostępniona dla ruchu samochodowego więc trzeba uważać by w tym dzikim rajdzie w dół nie wpaść pod koła auta.


Parę minut później lądujemy na ul. Mikołaja Reja i mijamy z prawej strony zadbany staw Reja (4 - zdjęcia poniżej). Kierujemy się następnie w stronę miasta, przechodzimy na światłach przez ul. Niepodległości i zmierzamy w stronę torów kolejowych. Krętą drogą wjeżdżamy na wiadukt (5), przejeżdżamy nad stacją SKM Sopot-Wyścigi, następnie (po zjeździe) mijamy Stadion im. E. Hodury (na którym swoje mecze rozgrywa Ogniwo Sopot - rugby).
Ulicą Jana z Kolna docieramy do skrzyżowania z ul. Władysława IV i w tę właśnie ulicę skręcamy w lewo, by chwilę potem (na światłach) skręcić w prawo w ul. 3 Maja. Kolejna zmiana kierunku następuję kawałek za przystankiem autobusowym (tu już mamy ul. Grunwaldzką, w którą niepostrzeżenie zmieniła się 3 Maja) - skręcamy w prawo w ul. Traugutta, którą docieramy do plaży (6 - zdjęcia poniżej). Warto na moment się zatrzymać, zażyć świeżego morskiego powietrza, i zależnie od pogody wchłonąć trochę słońca i być może wykąpać się w Bałtyku (choć tak na prawdę to tylko Zatoka Gdańska).
Po krótkim (choć może nieco dłuższym) odpoczynku na plaży skierowaliśmy się ścieżką rowerową (która prowadzi z Gdyni aż do Gdańska wzdłuż plaży i należy do bardzo ruchliwych) w kierunku Gdańska. Nie jechaliśmy zbyt długo, bo właśnie dotarliśmy do restauracji, w której mieliśmy zjeść nasz obiad - pysznego dorsza. Stołowaliśmy się w Tawernie Rybaki (7 - zdjęcia poniżej), którą bardzo polecamy.





Po obiedzie, najedzeni, popędziliśmy (choć za szybko nie można było pognać z racji tłoku panującego na ścieżce) do Parku Jelitkowskiego (8). Tam zboczyliśmy ze ścieżki i udaliśmy się ul. Pomorską (kawałek za rondem pojawia się nowa ścieżka rowerowa prowadząca pomiędzy dwoma jezdniami ulicy Pomorskiej) do Oliwy. Dojeżdżając do al. Grunwaldzkiej skręciliśmy w lewo i "na pirata" przejechaliśmy 10 metrów chodnikiem a nie ścieżką rowerową. Bardzo ciekawe rozwiązanie - ścieżka rowerowa w tym miejscu prowdzi na drugą stronę al. Grunwaldzkiej (światła) by chwilę potem zawrócić i doprowadzić (znów światła) z powrotem w to samo miejsce ale 10 metrów dalej. Ciekawostka powstała z powodu ograniczonego miejsca - jest tu zbyt wsko by poprowadzić ścieżkę rowerową i chodnik, jednocześnie. Niemniej jednak, nie opłaca się jechać "objazdem" i jeśli mamy pewność, że żaden przechodzień na tym nie ucierpi, możemy spokojnie te kilka metrów przejechać chodnikiem.


Jadąc dalej ścieżką rowerową docieramy do pętli tramwajowej w Oliwie. Tu powstał pomysł by na Osowę wrócić autobusem (bo widziałem, że Ania - moja żona - zaczyna odczuwać zmęczenie). Tu doznałem drugiego pozytywnego zaskoczenia - Ania zdecydowała, że jednak wrócimy na naszych jednośladach do domu. Zatem mijamy przystanek autobusowy i docieramy ul. Obrońców Westerplatte do ul. Polanki (po prawej stronie mijamy targowisko w Oliwie). Skręcamy w prawo by za chwilę na światłach skręcić w lewo. Chodnikiem przejeżdżamy wzdłuż ul. Opata Rybińskiego i trafiamy na ścieżkę rowerową (11), która prowadzi nas mostkiem nad młyńskim stawem (dostarczającym wodę do działającego historcyznego młynu oliwskiego). Chwilę później zbaczamy ze ścieżki rowerowej i kierujemy się ul. Kościerską w stronę lasu.


Przed samym wjazdem do lasu (12) mijamy betonowy mur, za którym znajduje się teren ogrodu zoologicznego. Niestety od tej pory czeka nas mozolny podjazd aż do samej Owczarnii. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - zawsze spędzamy miły czas w towarzystwie dzikiej przyrody. Ten fragment, z racji tego, że Ania jednak "siadła", przeszliśmy w większości pieszo. Jakby nie było, piechota i tak jest szybciej i przyjemniej niż w zatłoczonym autobusie stojącym w korku na ul. Spacerowej.


Wycieczka kończy się na wysokości węzła Gdańsk-Owczarnia (M).


Podsumowując:
Trasa bardzo przyjazna i mało wymagająca do miejsca oznaczonego na mapie numerkiem 12. Od tego miejsca czeka nas podjazd leśną drogą. Oprócz tego odcinka mamy praktycznie same zjazdy lub płaskie fragmenty. Większość trasy to drogi asfaltowe oraz wybrukowane ścieżki rowerowe.


Statystyka:
  • długość: 19 km
  • czas jazdy: 1,5 godziny (da się szybciej, część trasy pokonaliśmy pieszo)
  • średnia prędkość: 12,5 km/h


Warunki pogodowe:
  • lekki wiaterek
  • słonecznie
  • temperatura ok. 18 st.
GPS:




4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Nooo ładnie! Jak mogliście zdradzić Pizza Hut?!?!?!?!

Micho pisze...

Z Sopotu Pizza Hut zniknęła ładne parę lat temu.

Anonimowy pisze...

E! Byśta byliśta wierne Pizza Hut to byśta znaleźliśta inny jakiś restauracyj tej sieci.
I skąd wiesz, ze pisałem o spopockiej Pizza Hut???
;-)

Micho pisze...

Bo byliśmy w Sopocie?
No niestety bardzo mało Pizza Hut zostało w Trójmieście nad czym ubolewam, bo choć drogo to jednak oryginalną pizzę serwują... a teraz to w ogóle przerzucają się na włoskie żarcie.

A Rybaki to restauracyjka z goła inna, rybna jakby:) A znam ją dzięki przyjacielowi, z którym wybraliśmy się do tejże restauracji świętować obronę pracy mgr:)

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails