2009-06-26

Rower - znakomity sposób na trójmiejskie korki

Potrzebujemy nowego podejścia do sprawy budowy ścieżek rowerowych. Muszą być tworzone z myślą o tym, że rower jest wygodnym środkiem transportu, a nie tylko narzędziem aktywnego wypoczynku. Rower to najlepszy sposób na walkę z korkami. Panowie prezydenci trójmiejskich miast, pokażcie, że to rozumiecie.



Potrzebujemy w Trójmieście nowego podejścia do komunikacji rowerowej. Takiego, które przyczyni się do wykorzystania roweru jako środka transportu. Nie tylko sposobu na rekreację, czynny wypoczynek. To nie tylko jest możliwe: wiemy o tym, bo znamy przecież przykłady dziesiątek miast za granicą. To jest po prostu konieczne. Nasze miasta duszą się w korkach. Rower jest dla nich najtańszą i realną alternatywą.


Zanim przejdziemy do postulatów, a czasami i zarzutów, powiedzmy rzecz bardzo ważną. Trójmiasto, a głównie Gdańsk, ma olbrzymie zasługi w rozwoju komunikacji rowerowej. Nie ma drugiego miasta w Polsce, gdzie byłoby tyle kilometrów ścieżek rowerowych i gdzie tylu ludzi korzystałoby z dwóch kółek. Ten boom zaczął się za pierwszej prezydentury Pawła Adamowicza i on - oraz ówczesny dyrektor wydziału komunikacji Antoni Szczyt - są autorami tego niewątpliwego sukcesu. I jeśli dziś przychodzi ich krytykować, to między innymi dlatego, że dzięki nim nasze apetyty bardzo wzrosły. Domagamy się więcej, choć pamiętamy, że inni nie mają nawet tego, co my.


Rzecz bowiem w tym, że w Trójmieście korzysta się z roweru chętnie, ale głównie w sobotę czy niedzielę. Prawdziwe tłumy nad morzem sprawiły, że pierwsza ścieżka z Brzeźna do Sopotu szybko musiała zostać poszerzona i lepiej wydzielona od ruchu pieszego. To dziś prawdziwa arteria, mekka rowerzystów, obiekt zazdrości samorządowców z innych miast. Podobnie z Trójmiejskim Parkiem Krajobrazowym: potrafimy dobrze wykorzystać dla rekreacji ten dar natury. I to wszystko bardzo cieszy. Ale teraz, gdy mamy to, co mamy, przestajemy się tym zadowalać. Gra toczy się już o wyższą stawkę.


Chodzi nam o to, żebyśmy mogli rowerem dojechać do pracy czy szkoły. Chcemy w ten sposób pomóc wspólnocie miejskiej: odciążyć zatłoczone skrzyżowania i zredukować emisję spalin. I pomóc sobie: dojechać szybciej i taniej. Nie płacić za drożejącą benzynę i bilety. I do tego jeszcze - dzięki wysiłkowi fizycznemu - być odrobinę zdrowszym. Jak jest z tym dzisiaj? Dramatycznie źle. Rower nie jest wykorzystywany do dojazdów do pracy. Mały dowód z autopsji: w środowy ranek zaczailiśmy się na rowerzystów na Jaśkowej Dolinie. Ulica ta, łącząca osiedle Morena, zamieszkiwane przez ponad 20 tys. mieszkańców, z Wrzeszczem ma zaledwie 2 km długości. I wbrew pozorom nie jest specjalnie stroma (z wyjątkiem ostatniego odcinka), nie powinna więc odstraszać. Od 7.30 do 9.00 przejechało nią tylko 7 rowerzystów. To niezwykle mało. A może jednak... dużo? W ciągu całego roku, codziennie zjeżdżając z Jasienia w godzinach porannego szczytu, widzieliśmy może 5 rowerów. Przez cały rok! A jak mogłoby być? Weźmy przykład miast zachodniej Europy. W Holandii nawet 37 proc. przewozów jest realizowanych za pomocą rowerów. W Danii jest to blisko 30 proc., w północnych Niemczech ponad 20. Czy 20 proc. to dużo? Bardzo. To mniej więcej tyle, o ile zmniejsza się ruch samochodowy z końcem roku szkolnego, gdy rodzice przestają odwozić dzieci. Każdy wie, jak dobrze, bez korków jeździ się w czasie wakacji.


Wróćmy na ziemię, a konkretnie do przykładu Moreny. Jest ona przykładem sporej dzielnicy odciętej od reszty miasta dla ruchu rowerowego, choć wspomniana Jaśkowa Dolina nie jest dla rowerzystów ulicą jeszcze najgorszą. W niewielkiej części dysponuje nawet wydzieloną ścieżką. Na innym odcinku można jechać wyasfaltowanym chodnikiem, bo pieszych mało. Na jezdni ruch samochodowy jest wprawdzie spory, ale - w godzinach szczytu - nie aż tak szybki. Dużo gorzej jest na Rakoczego czy Potokowej. Fatalnie na Wileńskiej, szczególnie w górnym odcinku.


Kto jednak chce dostać się do Wrzeszcza, da sobie od biedy radę. Kto chciałby zjechać do centrum Gdańska, będzie miał już poważny problem. Musi nadłożyć kawał drogi i jechać przez Wrzeszcz. A jeśli wybiera się na Chełm? Najlepiej niech wsiądzie w samochód.


Moglibyśmy wymieniać tak dzielnicę po dzielnicy (w całym Trójmieście, nie tylko w Gdańsku!), ale przecież nie o to chodzi. Ograniczymy się więc wyłącznie do kilku charakterystycznych przykładów.


Na początku swojej prezydentury Paweł Adamowicz wprowadził rewolucyjne zarządzenie, iż każda inwestycja drogowa realizowana w Gdańsku musi uwzględniać ścieżkę rowerową. To nie tylko działało wprost. Było jednocześnie sygnałem dla podległych urzędników, że ich szefowi na tej sprawie naprawdę zależy. Pewnym problemem mogło być jedynie to, że ze względu na brak pieniędzy w ogóle budowało się mało. Paradoks polega na tym, że teraz, gdy pieniędzy jest więcej (nie licząc ostatnich cięć) o ścieżkach się zapomina. Przykład? Ulica Kartuska modernizowana etapami przez ostatnie 2-3 lata. Na jej dolnym odcinku, aż po Siedlce wprowadzono ulepszenie mające "uspokoić ruch". Wydano 1,6 mln zł, lecz nie przyniosło to - bo nie mogło - żadnej korzyści dla płynności ruchu. Jest spokojniej? Może, ale tylko z punktu widzenia kierowców. Rowerzystów na Kartuskiej jest jeszcze mniej niż wcześniej, a ci nieliczni znajdują się pod dużo większą presją. Jest tak wąsko, że roweru niemal nie sposób wyprzedzić. Oczywiście znajdują się tacy, co wyprzedzają, prawie trącając rowerzystów lusterkami. Środkiem jezdni biegnie tymczasem wysepka z kostki brukowej, która zabiera grubo ponad 2 metry szerokości. Idealnie tyle, ile potrzeba na ścieżkę. Podobnie jest powyżej skrzyżowania z Łostowicką. Tam ledwo co skończono remont. Położono nową nawierzchnię, ładne chodniki, jest śliczny trawnik. Ale gdzie jest ścieżka? Gdyby być złośliwym, można by zauważyć, że to wpisuje się w jakąś przedziwną strategię.


Na Jasień nie sposób nie tylko dojechać rowerem, ale nie można nawet dojść pieszo, bo w dwóch newralgicznych miejscach brak chodnika. (Naprawdę, trudno w takich warunkach urządzać "dzień bez samochodu"!). W tym samym niemal czasie, powyżej Jasienia, przy ul. Źródlanej kawałek ścieżki jednak wybudowano. Czyli jednak ścieżka ma być? Ścieżka jest również zaprojektowana na remontowanej właśnie Łostowickiej. Po co? Żeby zakończyć się ślepo na Kartuskiej?


W podobnie kiepskiej sytuacji jest cała dzielnica Gdańsk Południe, w której mieszka już ok. 100 tys. osób. I tam ludzie zmuszeni są korzystać z samochodów lub miejskiej komunikacji. Brak ścieżek, fatalne chodniki - to wyróżniki tej dzielnicy. Tymczasem np. z Chełmu do centrum są zaledwie 3 kilometry! To znaczy: tylko tyle muszą pokonać samochody. Rowerem trzeba jechać prawdziwymi opłotkami - po bruku lub dziurawym chodnikiem - drogą dwa razy dłuższą. Tu dochodzimy do bardzo ważnej kwestii. Otóż projektantom ścieżek wydaje się niekiedy, że rowerzysta marzy o tym, by - dla relaksu chyba - jechać dłużej. Taki przypadek spotkał m.in. trasę na Stogi (i dalej na plażę), którą poprowadzono z Przeróbki wzdłuż ul. Lenartowicza i Wosia Budzysza.


Tymczasem każde dziecko na Stogach wie, że tak się nie jeździ. Od zawsze chodzi się i jeździ ul. Sienną bo jest dużo krótsza. I nie ma znaczenia, że jest jednokierunkowa (więc trzeba ostrożnie poboczem jechać pod prąd) i że nie ma tam nawet skrawka chodnika. Nikt zdrowy nie będzie aż tak bardzo nadkładał drogi.


Inny charakterystyczny przykład z tego gatunku to trasa wzdłuż leśnego odcinka ul. Słowackiego, od Niedźwiednika do Złotej Karczmy. Wybudowano ją niemałym kosztem 2,5 mln zł na początku stulecia. Miała być świadectwem nowego podejścia do kwestii ścieżek. I jest naprawdę piękna. Sęk w tym, że prowadzi przez głęboki las, z dala od głównej drogi i jest nieoświetlona. Kto się odważy nią wracać ze szkoły w jesienny wieczór? Efekt jest taki, że nieliczni rowerzyści poruszają się pasem technicznym Słowackiego, wąskim na jedną płytę chodnikową.


Jednak dużo bardziej drastyczny jest przykład ulicy Spacerowej. W czasie modernizacji górnego jej odcinka problem ścieżki został całkowicie pominięty. Jej braku - trzeba to przyznać - nie zauważył dosłownie nikt, nas, mediów nie wyłączając. Połapaliśmy się w tym wszyscy dopiero wtedy, gdy wybudowano ścieżkę przy okazji remontu dolnego odcinka. Teraz niemiłosiernie kłuje w oczy, kończąc się ślepo na polanie Renuszewo. Nie sposób nie zadumać się nad tym fenomenem. Dlaczego od razu nie przystąpiono do naprawiania wcześniejszego błędu? Kiedy ta ścieżka będzie dokończona? Naszym zdaniem, Panie Prezydencie, powinien Pan kazać to zrobić w absolutnie pierwszej kolejności. Takie przyznanie się do błędu podziała orzeźwiająco na wszystkich, którzy będą w Gdańsku przystępować do modernizacji dróg.


Warto także rozważyć rozwiązania prowizoryczne. Wiceprezydent Maciej Lisicki zdobył uznanie kierowców, forsując tanią budowę różnego rodzaju skrótów i połączeń. Tak np. połączono Morenę (ul. Myśliwską) z Jasieniem, układając na dawnym poligonie kilkaset metrów prowizorycznej drogi z płyt betonowych. Panie Prezydencie: rowery potrzebują jeszcze mniej nakładów! Wystarczyłoby dosłownie kilkadziesiąt metrów utwardzonej nawierzchni i dwa drogowskazy!


Zarzuty i postulaty dotyczące gdańskich ścieżek rowerowych odnieść można też w dużej mierze do Gdyni. To miasto ma wielkie aspiracje, czego przykładem jest choćby chęć budowy portu lotniczego. Nie ma nic złego w dążeniu, by Gdynia kojarzona była z wielkimi nowoczesnymi inwestycjami, ale powinna zadbać też o te mniejsze, łącznie ze ścieżkami rowerowymi. To one - przyczyniając się do zapewnienia komfortu życia w mieście - są prawdziwym wyznacznikiem nowoczesności. Na razie jednak gdyńskie ścieżki rowerowe nie są przemyślaną całością, lecz tworzą dziurawą sieć.


Najlepszym przykładem jest tu ulica Morska, niezwykle ważny ciąg komunikacyjny, idealny także do przemieszczania się rowerem. Tymczasem od Gdyni Głównej w kierunku Chyloni jazda rowerem wzdłuż Morskiej jest nie tylko trudna, ale i niebezpieczna. Są, co prawda, odcinki wydzielonej ścieżki rowerowej, lecz nie tworzą one spójnej całości. Tak więc do wyboru pozostaje albo jazda chodnikiem, albo po ulicy, co jest wyzwaniem tylko dla amatorów mocnych wrażeń. Dodatkowo odcinki ścieżki rowerowej wzdłuż ulicy Morskiej zbudowane zostały w sposób, niestety, amatorski. Odmienny kolor kostki brukowej dla rowerzystów i pieszych lub namalowanie białą farbą "drogi dla rowerów" niczego bowiem nie załatwia. Ten podział nie jest respektowany przez pieszych, ścieżka powinna być wyraźnie oddzielona od chodnika np. pasem zieleni. Sytuację przy ul. Morskiej komplikuje fakt, że znajduje się tam wiele przystanków komunikacji miejskiej. Skutek: slalom cyklistów pomiędzy pieszymi.


Podobnie jest, niestety, w centrum Gdyni. W mieście, które chce być nowoczesne, wyjazd rowerem w kierunku Sopotu i Gdańska powinien być maksymalnie łatwy, jest tymczasem fatalny. Ścieżki rowerowej, nie licząc krótkiego odcinka wzdłuż ul. Władysława IV, nie ma i jeszcze przed przystankiem SKM Gdynia Wzgórze Św. Maksymiliana rowerzyści skazani są na jazdę po chodniku. Dlatego zadaniem priorytetowym dla władz miasta powinno być zbudowanie ścieżki rowerowej od Gdyni Głównej do Gdyni Orłowa, gdzie łączyłaby się ona z istniejącą już trasą w kierunku Sopotu. Marzeniem byłoby też zbudowanie porządnej ścieżki w kierunku Karwin.


Te postulaty to tylko niewielki fragment tego, co należałoby zrobić w mieście, aby stało się ono przyjazne rowerzystom i zasłużyło na miano nowoczesnego. W tym kontekście humorystycznie należy potraktować niedawne otwarcie nowych odcinków utwardzonych ścieżek rowerowych w gdyńskich lasach. Marzeniem władz miasta byłoby to, aby służyły one nie tylko do weekendowej rekreacji, ale też umożliwiały przemieszczanie się pomiędzy gdyńskimi dzielnicami. To mrzonki. Nie należy się spodziewać, że dla przykładu mieszkaniec Karwin - traktujący rower nie jako narzędzie rekreacji, sportu czy wyczynu, a tylko jako w miarę wygodny środek lokomocji - będzie na co dzień jechał ulicą Nałkowskiej, aby zagłębić się tam w las. Dalej musiałby zawzięcie pedałować wzdłuż torów, by potem "odbić" dalej w las, znaleźć tablicę pokazującą kierunek Gdynia Główna, podjechać pod górę (oj, słabo tam utwardzili) i pedałować, pedałować, by wreszcie wyjechać na Działkach Leśnych. To piękna trasa, ale dla pasjonatów, nie mieszkańców.


Takie przykłady można, zresztą, mnożyć. Ponadto, aby leśne dukty w Gdyni stały się ciągami komunikacyjnymi, nie wystarczy namalować na co którymś drzewie niebieskiego rowerku. Potrzebne są oznaczenia i drogowskazy z prawdziwego zdarzenia: pokazujące kierunek i odległość. Tak powinno być choćby w lesie w okolicach ulicy Swarzewskiej. Wyjeżdżając na nią, teoretycznie mamy już bardzo blisko na Pustki Cisowskie, a potem do Rumi Janowa. Jednak ścieżki rowerowej tam nie uświadczysz. Dla pasjonatów pozostaje przedzieranie się lasem w kierunku Wejherowa, co - oczywiście - ze sprawną komunikacją nie ma nic wspólnego.


Dlatego oklaski dla władz Gdyni, że otworzyły nowe leśne odcinki Gdynia Witomino - Gdynia Demptowo (o długości ok. 4,8 km) oraz Gdynia Chwarzno - Gdynia Śródmieście (ul. Wolności) o długości ok. 3,4 km. Chwała, że powstały tam też specjalne zadaszone wiaty z drewnianymi ławkami, przy których można nie tylko odpocząć, ale również zapoznać się z informacjami na temat fauny i flory, umieszczonymi na specjalnych tablicach edukacyjnych. To jednak za mało: to stawianie na rekreację (i dobrze), ale trzeba też postawić na rozwój ścieżek rowerowych jako alternatywy dla ruchu samochodowego. W komunikacie biura prasowego Gdyni czytamy, że prezydent Wojciech Szczurek podkreśla, że miasto będzie inwestowało w leśne ścieżki rowerowe, jeśli będą dobrze odebrane przez mieszkańców.


Panie Prezydencie, "leśną inicjatywę rowerową" odbieramy pozytywnie. Cieszymy się, że już niedługo, wedle zapowiedzi podległych Panu urzędników, zaczną się prace nad wytyczeniem oraz naprawą nawierzchni istniejącej ścieżki na trasie z Chwarzna do Karwin i dalej z Karwin w stronę Polany Bernadowskiej i Brodwina. Jednak rozwojowi tych rekreacyjnych leśnych tras powinny towarzyszyć przemyślane inwestycje w miejskie ścieżki rowerowe.


Źródło: naszemiasto.pl
Autorzy: Lech Parell,Mariusz Leśniewski - POLSKA Dziennik Bałtycki

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Prezydent Szczurek i podlegli jemu urzednicy odpowiadajacy za sciezki rowerowe w Gdyni nie sa zainteresowani budowa sciezek rowerowych.Liczne obietnice ni jak sie maja z rzeczywistiscia.Sciezki rowerowe w Gdyni mozna nazwac SMIESZKAMI ROWEROWYMI.Pewnie przed wyborami,bedzie wiecej tego typu OBIETNIC. Gdynianin

Micho pisze...

Niestety Gdynianin masz rację.

Przeprawa rowerem przez Gdynię nie jest łatwe. Dla osób, które nie znają skrótów, przejazd stanowi nie lada problem.

Szkoda, szkoda. Gdyby Gdynia pomyślała o rowerzystach mielibyśmy piękną infrastrukturę rowerową w Trójmieście.

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails