2010-05-24

Szlakiem zwiniętych torów

Od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie wycieczka po nasypie kolejowym, który pozostał po rozbiórce linii kolejowej Gdańsk Wrzeszcz - Stara Piła. W zeszłym roku namówił mnie do tego ponownie (za pomocą wpisu na własnym blogu) kolega Michał. No i w końcu udało się. W zeszłą niedzielę (16 maja) udałem się z kolegą szlakiem zwiniętych torów. Zapraszam na relację.
Dystans opisanej trasy: 22,5 km

W nawiasach podane są punkty zaznaczone na mapie.
Z powyższej mapy można pobrać zapis śladu GPS.
Linia kolejowa funkcjonowała od 1 maja 1914 roku a swój żywot zakończyła pod koniec II Wojny Światowej, kiedy to Niemcy, próbujący powstrzymać radziecką ofensywę, wysadzili w powietrze pięć wiaduktów. Nie zostały one nigdy odbudowane, a malownicza trasa kolejowa przestała funkcjonować. Z krótkim rysem historycznym tej linii można zapoznać się na wikipedii.

Teraz, gdy tory zostały rozebrane, trasa służy jako wyśmienita ścieżka spacerowa, bądź rowerowa. Trasa generalnie jest łatwa. Jedyną trudność stanowią liczne podejścia w miejscach, gdzie nie da się przejechać wyburzonymi wiaduktami. W tych miejscach czekają nas strome zjazdy (ale lepiej rower sprowadzić, bo zjazd może skończyć się źle) i równie strome podejścia.

Naszą wycieczkę zaczęliśmy od ul. Grunwaldzkiej, tuż za skrzyżowaniem z ul. Abrahama (1). Trasa jednak zaczyna się nieco wcześniej - na dworcu PKP Gdańsk-Wrzeszcz. Uznaliśmy jednak, że skoro dojechaliśmy już ścieżką rowerową i stoimy pod jednym ze zburzonych wiaduktów, nie będziemy się cofać. Poniższe zdjęcie, wykonane już z nasypu, pokazuje właśnie tę nieprzejechaną przez nas część szlaku.

Przemierzając wąską ścieżką musimy uważać na przewrócone gałęzie oraz niestety dość sporą ilość tłuczonego szkła. Początkowa faza trasy wykorzystywana jest przez okoliczny "element" do spożywania trunków wszelkiej maści. Wiadomo, w terenach zielonych (a drzew na trasie nie brakuje) zawsze milej niż pośród betonowych ścian. Po krótkim odcinku docieramy do ul. Wita Stwosza, gdzie napotykamy na kolejny zniszczony wiadukt (2). Czeka nas przeprawa przez ulicę, a to oznacza zejście z nasypu i ponowne wejście. Zanim jednak to zrobimy warto się rozejrzeć, zwłaszcza rzucić okiem na złomowis... tzn zajezdnię tramwajową. 




Chwilę po przeprawie przez ulicę Wita Stwosza, czeka nas powtórka z rozrywki (3). Na szczęście jest to ostatnia przeprawa przez ulicę (tym razem Polanki) na tym krótkim odcinku. Kolejna czeka nas dopiero przy ul. Słowackiego (za jakieś 1,5 km). Teraz można skupić się na jeździe. Ścieżka nabiera trochę szerokości i docieramy nią do mostku Weisera (4)
 
To oczywiście nazwa potoczna, powstała na cześć głównego bohatera debiutanckiej książki Pawała Huelle "Weiser Dawidek". Most ten trafił na okładkę pierwszego wydania.
Paweł Huelle - "Weiser Dawidek":
…trasa dawnej linii kolejowej biegła łukiem w kierunku południowo-wschodnim. Odchodząc na wysokości przystanku Gdańsk-Lotnisko od głównej arterii miasta, przecinała przyczółkami zerwanych mostów ulicę Grunwaldzką, Wita Stwosza, Polanki, biegła następnie pod lasem obok kościoła Zmartwychwstańców, przechodząc w głębi jar przekopu, dalej mijała cmentarz brętowski, przeskakiwała znów zerwanymi filarami wiaduktu szosę wiodącą do Rębiechowa i niespełna pół kilometra dalej, na wysokości szpitala czubków, wchodziła w jeszcze głębszy jar.
Po chwili dojeżdżamy do ruchliwej ul. Słowackiego łączącej Wrzeszcz z obwodnicą i lotniskiem im. Lecha Wałęsy. Zjeżdżamy stokiem (tu można pokusić się o zjazd), w miejscu którego stał do niedawna drugi kraniec zniszczonego wiaduktu. Niestety w roku 2006 został całkowicie rozebrany, gdyż stanowił zagrożenie. Przeciwległe przęsło zostało otoczone ochronną siatką, żeby zapobiec katastrofie z powodu kruszącego się muru. Czeka nas tutaj strome (naprawdę strome) podejście, ale warto się postarać, bo widok jaki zastaniemy u góry rekompensuje trud (5).

 Jakieś 200-300 metrów dalej napotkamy na kolejny zerwany wiadukt (6).


W końcu docieramy do ul. Rakoczego. Po drodze zboczyliśmy z nasypu i wcale nie mam pewności że słusznie. W związku z tym, ul. Rakoczego przechodziliśmy w innym miejscu niż przechodziły tory. Kawałek więc przejechaliśmy nieco z boku, ulicą Dolne Migowo. Docieramy jednak do nasypu w miejscu chyba najbardziej ciekawym. Oto spotykamy się z kolejnym wiaduktem (7). Wdrapawszy się na górę, cofnęliśmy się nasypem do ulicy Rakoczego, by zobaczyć co takiego nas ominęło, przemierzając się Dolnym Migowem. Niewiele.


Jadąc dalej szlakiem, przejeżdżamy pod mostkiem (8), by po chwili władować się w okropne błoto (9). Nie pamiętam, w którym dokładnie miejscu napotkaliśmy tę przeszkodę. Zaznaczyłem ją na mapie orientacyjnie. Wygląda na to, że ten odcinek upodobali sobie motocrossowcy lub quadowcy, bo ziemia jest strasznie zryta w tym miejscu, co widać na załączonym obrazku.


Niedaleko dalej nasyp prowadzi nas wzdłuż dawnego poligonu wojskowego na Morenie (10). Za dzieciństwa nie raz się tam szalało wśród opuszczonych amfibii i bunkrów. Teraz, niewiele z tego tam pozostało. Zanim wjedziemy na poligon przecinamy (dosłownie) potok Strzyża.

W dalszej części trasy, wygodna droga przeradza się na moment w koszmar rowerzysty - kocie łby. Na szczęście można sobie z tym poradzić, jadąc niewielkim poboczem. Skręcamy następnie w prawo w ulicę Szczęśliwą, by po chwili odbić w lewo. Droga (już asfaltowa - uwaga na samochody) poprowadzi nas bezpiecznie pod trójmiejską obwodnicą.

Dalsza podróż starą linią kolejową nie należy już do przyjemnych. Ta część torów nie została rozebrana, o czym informują nas pozostawione podkłady na nasypie (11). Kawałek dalej pojawiają się również szyny. Ten odcinek pokonywaliśmy dróżką biegnącą obok nasypu (12).



Właściwie to szlak zwiniętych torów kończy się w tym właśnie miejscu, docieramy bowiem do stacji Gdańsk Kokoszki (13). Niestety nie zrobiłem zdjęcia stacji, bo zainteresowało mnie stado saren, znajdujące się po drugiej stronie drogi.


Na Osowę wróciliśmy przez Bysewo, Czaple, Rębiechowo i Barniewice.

3 komentarze:

Memeczka pisze...

Świetna trasa;) Lubie takie sciezki ;) Zapraszam na bikestats do przejrzenia wpisow z podobnych wypraw po okolicach Edynburga, jakoze takich sciezek pieszo - rowerowych jest tu mnostwo;)
http://ememka.bikestats.pl/index.php?did=217093
http://ememka.bikestats.pl/index.php?did=200434
http://ememka.bikestats.pl/index.php?did=174370
http://ememka.bikestats.pl/index.php?did=178796
http://ememka.bikestats.pl/index.php?did=93508
http://ememka.bikestats.pl/index.php?did=69033

Pozdrawiam

magdaprzed pisze...

Fajny blog,zapisałam sobie.Ja właśnie też korzystając z majówki wybieram się gdzFajny blog,zapisałam sobie.Ja właśnie też korzystając z majówki wybieram się gdzieś poza granice,ale raczej Słowenia.Weszłam rano do Lidla a tam śpiwory,latarki,pojemniki na żywność i inne akcesoria w takich cenach że trudno było się oprzeć..Idealnie się zgrało z wyjazdem.Polecam wszystkim,pozdrawiam Magdaieś poza granice,ale raczej Słowenia.Weszłam rano do Lidla a tam śpiwory,latarki,pojemniki na żywność i inne akcesoria w takich cenach że trudno było się oprzeć..Idealnie się zgrało z wyjazdem.Polecam wszystkim,pozdrawiam Magda

Micho pisze...

Magda, miło że wpadłaś, fajnie, że blog Ci się spodobał. Aktualnie już go nie prowadzę. Przerzuciłem się na www.sirmicho.bikestats.pl, gdzie oprócz dłuższych wycieczek zamieszczam krótkie codzienne wypady. Zapraszam Cię tam.

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails